środa, 24 marca 2021

Czy nadszedł czas?

 Cztery godziny temu patriarcha Piotr bullą Venit Tempus zwołał Synod Biskupi, który już jutro zbierze się na Welii. Celem synodu jest "potwierdzenie istoty Kościoła Rotryjskiego" oraz "zaakceptowanie planowanej nowelizacji Kodeksu Prawa Kanonicznego. O ile ten drugi temat, zapowiadany od dawna, raczej nie spowoduje większych kontrowersji, o tyle pierwszy wzbudza moje obawy.

 Choć pierwsze zdanie bulli stwierdza: "nadszedł czas na dokonanie kolejnych zmian w Kościele Rotryjskim", to już następne nasuwa nieodparte skojarzenie ze słynnymi słowami xięcia Lampedusy "Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak jak jest, wszystko musi się zmienić". Głównym celem synodu (którego decyzje już zostały postanowione i ogłoszone przez patriarchę) jest, obok zatwierdzenia opus magnum Piotrowego pontyfikatu, zadekretowanie, że żadnych (a przynajmniej żadnych większych) zmian nie będzie, a samozwańczy reformatorzy, w swej pysze sądzący, że uda im się przekształcić Kościół, muszą ugiąć się przed jego wieloletnią tradycją i doświadczeniem. Warto też zwrócić uwagę, że późniejsza data synodu pozwoliłaby na kontynuowanie dyskusji na temat moich tez i skorzystanie z wypływających z niej wniosków; teraz będzie to niemożliwe.

 Jaka jest ta istota? Jest nią "symulowanie realiów Kościoła Katolickiego" (patrz tutaj), starannie oczyszczone z wszystkiego, co nadaje tym realiom sens. Spośród trzech płaszczyzn działalności v-religii (kulturowo-narracyjna, teologiczno-filozoficzna i ceremonialna) rotryzm zajmuje się niemal wyłącznie tą ostatnią i choć w sprawie działań kulturowych i narracyjnych duchownym i wiernym zostawia wolną rękę, to biada temu, kto odważy się zadać pytanie o teologiczne podstawy i filozoficzne założenia Kościoła Rotryjskiego! O jakimkolwiek wypełnianiu chrześcijańskiego posłannictwa i głoszeniu Słowa Bożego nawet nie mówię, bo to rzeczy, od których Rotria się oficjalnie odcina.

 Oczywiście wiernych to nijak nie zadowala, ale na ich narzekanie hierarchia ma tylko jedną odpowiedź: nie jest zobowiązana więcej działać w kraju posługi, niż w Rotrii, bardziej odpowiada jej praca w strukturach centralnych, a w ogóle jak ktoś pragnie zmian i porządnej posługi duchownych w swojej ojczyźnie, to niech sam wstąpi do seminarium duchownego i zostanie prezbiterem. Po czym, gdy delikwent posłucha tej rady, ale nie wszystko w Kościele rotryjskim mu odpowiada, słyszy, że nie jest on po to, by spełniać jego oczekiwania, i by zaufał doświadczeniu hierarchów. A na wszelkie próby powołania nowych wspólnot dla zaspokojenia potrzeb wiernych Rotria reaguje alergicznie. Czy można się dziwić, że nastroje jej nieprzychylne tylko się wzmacniają?

Czyżby synod symulował realia synodalności z nieistniejącego realu?

 Wiem, że jestem niesprawiedliwy, uogólniając bez wspomnienia o tych duchownych, którzy dobrze pełnią swoją posługę. Wiem też, że ten tekst składa się z niemal samych truizmów i jest doskonale niepotrzebny. Ale nie umiem już dłużej milczeć! A to właśnie mi nakazała Inkwizycja.

 Proces bowiem, wytoczony nie z powodu moich poglądów, jak sądzą niektórzy, ale z przyczyny mniemanego przekroczenia przez moją działalność w Brodrii kilku kanonów, już się zakończył. Uznano mnie za winnego złamania kan. 121. i skazano na najłagodniejszą możliwą karę - pobytu przez tydzień w klasztorze Mater Ecclesiae na Welii. Co do tej części wyroku nie mam najmniejszych obiekcji, ale jednocześnie nakazano mi:

"publiczne złożenie w terminie siedmiu dni od publikacji wyroku publicznej deklaracji wierności Patriarsze Rotrii, wyrzeczenie się jakichkolwiek związków w organizacjami i ideami, które dążą do schizmy lub choćby ją dopuszczają, jak również osobiste wyrzeczenie się dążenia do schizmy lub choćby dopuszczania jej i publiczne wyrzeczenie się głoszenia stanowisk niezgodnych z tradycją, prawem i ustrojem Kościoła Rotryjskiego, szczególnie zaś poglądu, jakoby Patriarcha miał być jedynie primus inter pares wśród biskupów i poglądu 0 równości wszystkich biskupów wobec siebie w aspekcie władzy i należnych honorów."

 Mogę zadeklarować wierność patriarsze, mogę wyrzec się schizmy i wyszczególnionego poglądu, ale - w Imię Boga! -  nie zamierzam się wyrzec wszystkich moich twierdzeń tylko dlatego, że są sprzeczne z tradycją, prawem i ustrojem Kościoła Rotryjskiego, które to tradycję, prawo i ustrój najchętniej bym w wielu punktach zmienił. Warto jednak zwrócić uwagę, że Inkwizycja nie kazała mi się wyrzec wyznawania tych poglądów, a jedynie ich głoszenia (uzasadnienie wyroku wyraźnie podkreśla to rozróżnienie) - prywatnie mogę sobie wierzyć w co chcę, bylebym milczał. Oczywiście nie mogę się na to zgodzić - Silere non possum! Nie mogę milczeć! Wiem bowiem, jak zgubne byłoby dla mnie moje milczenie. Nie chcę bowiem pławić się w kościelnych zaszczytach, lecz myślę o tym, że z owiec powierzonych mojej pieczy będę musiał zdać sprawę Najwyższemu Pasterzowi. Nie mogę milczeć ani udawać niewiedzy (por. św. Augustyn, Epist. 23, 7).

 Wiem i żałuję, że przemawia przeze mnie pycha. Ale nie tylko ona, a sądzę nawet, że głównie nie ona, a "zaginiony duch Kościoła, za którym tęsknota roztacza się od dawna", jak to ujął o. Tomasz, sługa Boży z Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Tezy

 Miłość do Kościoła i prawdy i pragnienie ujawnienia jej są przyczyną, że zamierza się przeprowadzić w Fiesole dysputę nad niżej podanymi t...